wróć kategoria: koty  
Armani
ArmaniArmani

wirtualnie przez:

Beliowen

ARMANI

Armani umarł.:( Niestety. Pomoc nadeszła za późno. Przez 9 dni próbowaliśmy go ratować - był intensywnie leczony, karmiony specjalistycznie, dostawał dożylne kroplówki. Mimo starań naszych i lekarzy, stan Armaniego pogarszał się z dnia na dzień. Po prostu negatywne zmiany jakie zaszły wcześniej w jego organizmie były zbyt rozległe. Walczyliśmy jednocześnie z niewydolnością nerek, ciężkim stanem zapalnym ucha środkowego, odwodnieniem, wycieńczeniem i wygłodzeniem Armaniego. To było za dużo nawet dla tak dzielnego kota. Pokonała go ciężka niewydolność nerek i ludzka obojętność. Jesteśmy przekonani, że mógł żyć. Według relacji ludzi, które dostaliśmy już po jego przyjęciu, Armani wiele razy był brutalnie wyrzucany z domu, wreszcie został wyrzucony definitywnie. Tułał się wiele dni w coraz gorszym stanie. Obserwatorzy zareagowali dopiero wtedy, kiedy już ledwo stał na łapach. Podjęliśmy walkę z wielką nadzieją na sukces, która przygasła, kiedy dostaliśmy wyniki powtórzonych badań. Pojawiły się trudności z oddychaniem. Armani czuł się coraz gorzej. 17 maja 2007 r. Armaniaczek zasnął zaopiekowany i kochany. Mógł żyć długo i być szczęśliwy, gdyby spędził życie wśród porządnych ludzi. Niestety, jedni go krzywdzili, inni przyglądali się temu bezczynnie. Kiedy trafił do nas, było za późno.

Trafił do CK 8 maja 2007 r. Pierwszy sygnał na jego temat, jaki dostaliśmy, był szokujący. Według otrzymanej przez nas relacji, kot był bity i został wyrzucony z domu; był ranny. Kiedy do nas trafił, okazało się, że raczej nie był bity, a w każdym razie nie ma śladów na to wskazujących. To, co miało być ranami, okazało się zlepami futra i ropy wypływającej z ucha, które z daleka rzeczywiście przypominały rany. Bity, czy nie, Armani jest w ciężkim stanie - ma poważną, rozległą ropną infekcję ucha, bardzo opuchniętą główkę, problemy z utrzymaniem głowy prosto. Jedno oko opuchlizna zamknęła całkowicie. Był zapchlony, ze świerzbem. Odwodniony, zagłodzony, wycieńczony, na skraju śmierci - bardzo długo czekał na pomoc. Przerażające jest to, że wiele osób widziało w jakim jest stanie, kiedy słaniając się na łapach błąkał się po osiedlu. Nikt nie reagował. Kiedy ktoś wreszcie się zlitował, był ostatni moment, by Armaniemu pomóc. Gdyby trafił do nas wcześniej, udało by się zaoszczędzić mu bardzo wiele cierpienia. Armani jest piękny. Powolutku dochodzi do siebie, z trudem je posiłki, wypija ogromne ilości wody i niemal non stop śpi. Dostał już antybiotyki. Przed nim długa rekonwalescencja. Trzymajcie kciuki za wygraną z poważną infekcją. Boimy się bardzo, że ta choroba może go okaleczyć, jak Billa. Oby nie. Cokolwiek by się nie działo, Armani jest już bezpieczny i nie pozwolimy go więcej krzywdzić.