![]() |
kategoria: koty | ||||
CZARCINKA
Nie potrafimy zbyt wiele o tej śmierci napisać. Ciężko nam z tym bardzo. Ostatnie tygodnie to dla nas bardzo trudny czas. Przegraliśmy kolejną walkę. Kiedyś, ponad rok temu, przyjęliśmy naszą Czarną Księżniczkę w stanie rokującym bardzo słabo. Udało się ją wyratować. Cudem, naszym zaangażowaniem, wiedzą lekarza, wsparciem ludzi. Wiedzieliśmy, że ciężka kuracja z tamtego okresu nie pozostanie bez śladu. Ale sądziliśmy, że mimo to, Czarcinka ma przed sobą lata szczęśliwego życia. Myliliśmy się. Czarcinka umarła na brak domu. Na brak indywidualnej opieki. Umarła na bezdomność. Tak, niestety, nawet w domu tymczasowym, w którym jest kilkanaście kotów non stop, nie da się zapewnić naprawdę domowych standardów opieki. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Walczyliśmy ile sił. A ona smutno patrzyła na nas i tuliła się, mruczała... W nocy, z 11 na 12 sierpnia 2007 r., kiedy mieliśmy ją po raz kolejny karmić i podawać kroplówki, wzięta na ręce zaczęła bardzo mruczeć. Potem zdecydowanie odmówiła przyjęcia kolejnej porcji pokarmu. Wtuliła się mocniej, zamruczała mocniej niż zwykle. Rano odeszła. Nie potrafimy sobie wybaczyć tego, że nie zdołaliśmy jej pomóc. Przepraszamy Cię Czarcinko, nasza Filigranowa Czarna Księżniczko, że Cię zawiedliśmy...:(
Zabraliśmy ją w czwartek, 22 czerwca 2006 r. z podwórka, na którym ludzie całymi dniami patrzyli jak na koci katar umiera na trawniku jej braciszek. Nikt mu nie pomógł. Czarcinka, to malutka czarna koteczka, która miała bardzo chore uszko. Byliśmy przekonani, że została potrącona przez samochód i ma objawy pourazowe - chodziła w kółko, miała problem z utrzymaniem równowagi. Także i ona nie uzyskała pomocy ze strony miłośniczek kotów. Leczenie cofnęło problemy z koordynacją ruchową, lecz przekrzywiona lekko główka pozostanie już na zawsze, tak samo jak niedrożny kanalik łzowy w jednym oczku. Kicia radzi sobie świetnie - bawi się z innymi kotami, jest radosnym kotem. Lubi być noszona na rękach. Jest bardzo słodką istotką. Uwielbia się bawić, jest łakomczuchem. Jak całe jej rodzeństwo - gada, śpiewa i wydaje szereg niesamowitych dźwięków. Ma jedwabiste, lśniące futerko, jak krecik. Przeurocza, delikatna - co zresztą widać na zdjęciach. Jej specjalizacją są kradzieże gąbki do mycia naczyń. Czarcinka inaczej, czyli... Tchar Tsin Kha - oszalała z miłości do ludzi księżniczka, zaklęta w ciało pięknej kociczki. Początkowo miała unikać ludzi, a wytrzymawszy bez pieszczot 101 lat miała otrzymać na powrót ciało kobiety i całe królestwo we władanie. Pewnego dnia uznała jednak, że woli pozostać w filigranowej koteczki, słusznie zakładając, że jako ludzka królewna nie będzie mogła już przytulić się, siedząc Pańci na ramieniu, o zjedzeniu gimpetów o smaku łososia nie wspominając. Poza tym, księżniczce nie wypada wylizywać talerza z jajecznicy. Czarcinka jest wykastrowana i wielokrotnie odrobaczona. Przeszła panleukopenię, więc nie powinna trafić do domu, w którym są nieszczepione koty. Jest kotem dla osoby cierpliwej, która poświęci jej odpowiednią ilość czasu. Raczej nie nadaje się dla dzieci. Wymaga dużej łagodności w podejściu.
Nie potrafimy zbyt wiele o tej śmierci napisać. Ciężko nam z tym bardzo. Ostatnie tygodnie to dla nas bardzo trudny czas. Przegraliśmy kolejną walkę. Kiedyś, ponad rok temu, przyjęliśmy naszą Czarną Księżniczkę w stanie rokującym bardzo słabo. Udało się ją wyratować. Cudem, naszym zaangażowaniem, wiedzą lekarza, wsparciem ludzi. Wiedzieliśmy, że ciężka kuracja z tamtego okresu nie pozostanie bez śladu. Ale sądziliśmy, że mimo to, Czarcinka ma przed sobą lata szczęśliwego życia. Myliliśmy się. Czarcinka umarła na brak domu. Na brak indywidualnej opieki. Umarła na bezdomność. Tak, niestety, nawet w domu tymczasowym, w którym jest kilkanaście kotów non stop, nie da się zapewnić naprawdę domowych standardów opieki. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Walczyliśmy ile sił. A ona smutno patrzyła na nas i tuliła się, mruczała... W nocy, z 11 na 12 sierpnia 2007 r., kiedy mieliśmy ją po raz kolejny karmić i podawać kroplówki, wzięta na ręce zaczęła bardzo mruczeć. Potem zdecydowanie odmówiła przyjęcia kolejnej porcji pokarmu. Wtuliła się mocniej, zamruczała mocniej niż zwykle. Rano odeszła. Nie potrafimy sobie wybaczyć tego, że nie zdołaliśmy jej pomóc. Przepraszamy Cię Czarcinko, nasza Filigranowa Czarna Księżniczko, że Cię zawiedliśmy...:(
Zabraliśmy ją w czwartek, 22 czerwca 2006 r. z podwórka, na którym ludzie całymi dniami patrzyli jak na koci katar umiera na trawniku jej braciszek. Nikt mu nie pomógł. Czarcinka, to malutka czarna koteczka, która miała bardzo chore uszko. Byliśmy przekonani, że została potrącona przez samochód i ma objawy pourazowe - chodziła w kółko, miała problem z utrzymaniem równowagi. Także i ona nie uzyskała pomocy ze strony miłośniczek kotów. Leczenie cofnęło problemy z koordynacją ruchową, lecz przekrzywiona lekko główka pozostanie już na zawsze, tak samo jak niedrożny kanalik łzowy w jednym oczku. Kicia radzi sobie świetnie - bawi się z innymi kotami, jest radosnym kotem. Lubi być noszona na rękach. Jest bardzo słodką istotką. Uwielbia się bawić, jest łakomczuchem. Jak całe jej rodzeństwo - gada, śpiewa i wydaje szereg niesamowitych dźwięków. Ma jedwabiste, lśniące futerko, jak krecik. Przeurocza, delikatna - co zresztą widać na zdjęciach. Jej specjalizacją są kradzieże gąbki do mycia naczyń. Czarcinka inaczej, czyli... Tchar Tsin Kha - oszalała z miłości do ludzi księżniczka, zaklęta w ciało pięknej kociczki. Początkowo miała unikać ludzi, a wytrzymawszy bez pieszczot 101 lat miała otrzymać na powrót ciało kobiety i całe królestwo we władanie. Pewnego dnia uznała jednak, że woli pozostać w filigranowej koteczki, słusznie zakładając, że jako ludzka królewna nie będzie mogła już przytulić się, siedząc Pańci na ramieniu, o zjedzeniu gimpetów o smaku łososia nie wspominając. Poza tym, księżniczce nie wypada wylizywać talerza z jajecznicy. Czarcinka jest wykastrowana i wielokrotnie odrobaczona. Przeszła panleukopenię, więc nie powinna trafić do domu, w którym są nieszczepione koty. Jest kotem dla osoby cierpliwej, która poświęci jej odpowiednią ilość czasu. Raczej nie nadaje się dla dzieci. Wymaga dużej łagodności w podejściu.
tak



